Mrok. Zniszczenie. I tylko jęzory ognia oświetlały zniszczoną krainę. Tylko on jeden stoi na środku pięcioramiennej gwiazdy, stworzonej z krwi bogu ducha winnych osób. Śmieje się złowieszczo. Krew ścieka po jego lekko szarawych dłoniach i twarzy... i nagle... budzi się. Zrywa się z łóżka dysząc i trzęsąc się.
-To... to tylko sen... - powiedział uspokajając sam siebie, gdy rozejrzał się bo pokoju, który otulał mrok. - Znowu ten sam... - dodał po chwili ciszy. Padł z powrotem na plecy. Wpatrywał się w sufit. Rozmyślał nad snem, który przyśnił mu się już któryś raz z kolei... czy może coś oznaczać...?
***
- Hej śpiochu! Wstawaj! - obudził go rano radosny głos siostry. Chłopak lekko otworzył oczy o koloże krwi, ze słyszalnym niemal zgrzytem.
- ...e, nie ma głupich, nie wstaje.... - powiedział zamykając je znowu i obracając się na drugi bok. Dziewczyna wskoczyła na łóżko brata.
- Kasabian! Wstawaj! - krzyknęła śmiejąc się i skacząc po łóżku brata. Kasabian spadł z łóżka i wielkim hukiem uderzając o ziemię. W końcu swoje ważył. Dziewczyna zaśmiała się jeszcze głośniej na widok brata leżącego plackiem na ziemi. Kasabian wyszczerzył swoje przerośnięte kły, ni to w złości, ni to w uśmiechu.
- Bardzo śmieszne Alice... - mruknął. Alice także wyszczerzyła swoje wampirze, śnieżnobiałe kły, w uśmiechu.
- Wstawaj, wstawaj, wstawaj! - krzyknęła ponownie.
- I że Ciebie gardło nie boli od tego darcia się... - mruknął wampir wstając z ziemi. Ziewnął. Gdy otworzył usta, siostra cisnęła w niego kulą ubrań.
- Ubieraj się! - zawołała.
- Juh, juh... - wycharczał wyciągając trzydniową skarpetkę z ust. Po kilku minutach, bliźniaki zeszły na dół. Kasabian nadal tarł zaspane oczy bladą ręką, podczas gdy jego bliźniaczkę rozpierała energia. Matka rodzeństwa uśmiechnęła się na ich widok. Przy stole w jadalni siedziała mała dziewczynka, ich mała siostrzyczka, Spectra.
- Tylko pamiętajcie, że dzisiaj zabieracie i odbieracie Spectre z przedszkola - powiedziała mama dzieci z uśmiechem głaszcząc małą dziewczynkę po głowie.
- Tak, tak... - mruknął zaspany chłopak siadają przy stole obok młodszej siostry i podpierając brodę rękoma. Spectra wlepiła granatowe, duże, słodkie oczka w starszego brata. Ten spojrzał na nią zaspany i uśmiechnął się. Mała odwzajemniła jego uśmiech. Alice wryła się między nich z szerokim uśmiechem.
- A co ty dzisiaj taka szczęśliwa, co? - zapytała lekko śmiejąc się matka dzieci podając im śniadanie.
- Od samego rana rozpiera mnie energia! - odparła Alice.
- Tylko czemu ja na tym ucierpiałem...? - jękną z przesadą Kasabian.
- Byłeś najbliżej - zaśmiała się Alice.
Zaczęli jeść. To znaczy, prócz Alice, która wręcz pochłaniała. Po skończonym posiłku i odniesieniu talerzy, udali się do lustra z przygotowanymi rzeczami do zmiany wyglądu. Musieli sprawić, by wyglądali jak zwykli ludzie. Bo jakby pani przedszkolanka zareagowała na małą dziewczynkę, o granatowych włosach, rogach, skrzydłach i ogonie demona oraz wielkich kłach? Albo na bliźnięta, o białej, lekko poszarzałej cerze, czerwonych końcach włosów, krwisto czerwonych oczach i kłach większych niż u wilka?
***
- Hej śpiochu! Wstawaj! - obudził go rano radosny głos siostry. Chłopak lekko otworzył oczy o koloże krwi, ze słyszalnym niemal zgrzytem.
- ...e, nie ma głupich, nie wstaje.... - powiedział zamykając je znowu i obracając się na drugi bok. Dziewczyna wskoczyła na łóżko brata.
- Kasabian! Wstawaj! - krzyknęła śmiejąc się i skacząc po łóżku brata. Kasabian spadł z łóżka i wielkim hukiem uderzając o ziemię. W końcu swoje ważył. Dziewczyna zaśmiała się jeszcze głośniej na widok brata leżącego plackiem na ziemi. Kasabian wyszczerzył swoje przerośnięte kły, ni to w złości, ni to w uśmiechu.
- Bardzo śmieszne Alice... - mruknął. Alice także wyszczerzyła swoje wampirze, śnieżnobiałe kły, w uśmiechu.
- Wstawaj, wstawaj, wstawaj! - krzyknęła ponownie.
- I że Ciebie gardło nie boli od tego darcia się... - mruknął wampir wstając z ziemi. Ziewnął. Gdy otworzył usta, siostra cisnęła w niego kulą ubrań.
- Ubieraj się! - zawołała.
- Juh, juh... - wycharczał wyciągając trzydniową skarpetkę z ust. Po kilku minutach, bliźniaki zeszły na dół. Kasabian nadal tarł zaspane oczy bladą ręką, podczas gdy jego bliźniaczkę rozpierała energia. Matka rodzeństwa uśmiechnęła się na ich widok. Przy stole w jadalni siedziała mała dziewczynka, ich mała siostrzyczka, Spectra.
- Tylko pamiętajcie, że dzisiaj zabieracie i odbieracie Spectre z przedszkola - powiedziała mama dzieci z uśmiechem głaszcząc małą dziewczynkę po głowie.
- Tak, tak... - mruknął zaspany chłopak siadają przy stole obok młodszej siostry i podpierając brodę rękoma. Spectra wlepiła granatowe, duże, słodkie oczka w starszego brata. Ten spojrzał na nią zaspany i uśmiechnął się. Mała odwzajemniła jego uśmiech. Alice wryła się między nich z szerokim uśmiechem.
- A co ty dzisiaj taka szczęśliwa, co? - zapytała lekko śmiejąc się matka dzieci podając im śniadanie.
- Od samego rana rozpiera mnie energia! - odparła Alice.
- Tylko czemu ja na tym ucierpiałem...? - jękną z przesadą Kasabian.
- Byłeś najbliżej - zaśmiała się Alice.
Zaczęli jeść. To znaczy, prócz Alice, która wręcz pochłaniała. Po skończonym posiłku i odniesieniu talerzy, udali się do lustra z przygotowanymi rzeczami do zmiany wyglądu. Musieli sprawić, by wyglądali jak zwykli ludzie. Bo jakby pani przedszkolanka zareagowała na małą dziewczynkę, o granatowych włosach, rogach, skrzydłach i ogonie demona oraz wielkich kłach? Albo na bliźnięta, o białej, lekko poszarzałej cerze, czerwonych końcach włosów, krwisto czerwonych oczach i kłach większych niż u wilka?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz