***
Vega z westchnieniem, po raz czwarty podwinęła błyszczące, błękitne włosy i spróbowała je przykryć granatową beretką, ale efekt był taki sam jak cztery razy przedtem - niesforne kosmyki wyjrzały spod czapki. Dziewczyna pokręciła głową ze zrezygnowaniem i dała sobie spokój, w gruncie rzeczy nie chodziło o włosy, tylko o aksamitne, czarne, kocie uszy, schowane pod beretką. Mieszkańcy wioski Malgowe, na szczęście przyzwyczaili się, że młoda dziewczyna mieszkająca w małym domku w lesie miała kocie wąsiki. Vega jednak nie przyznała się do ogona i uszu, które podczas wyjść i spacerów, chowała pod ubraniem. Dziewczyna wzięła ze stołu plecak i wyszła z domu. Zatrzymała się jeszcze i mruknęła do siebie:
- No tak, prawie bym zapomniała! - odwróciła się, wyjęła klucz i przekręciła go w zamku
-okey - powiedziała - teraz mogę wyruszać.
Szła powoli przedzierając się przez zaspy śniegu. W tych stronach śnieg był rzeczą codzienną, a raczej powinno się powiedzieć że nie było dnia, którego ten zimny biały puch by nie sypał się z nieba.
Vega spacerowała powoli po ciemnym iglastym lesie. Nigdzie nie było żywej duszy, ale nie dziwo - o godzinie piątej nad ranem ciężko było o spotkanie jakiegoś człowieka. Dlatego też dziewczyna zawsze tak wcześnie wychodziła z domu gdy chciała się przejść - nie lubiła obecności ludzi, za to kochała zwierzęta. W tej chwili na Vega weszła na jasną szeroką polanę, którą często odwiedzała podczas wycieczek do lasu. Usiadła ze spokojem na szarym kamieniu, wyjęła flet i zaczęła grać cichą melodię. Po paru minutach na polanę przyszedł mały, biały zajączek, staną słupka i zaczął ostrożnie wietrzyć zapachy. Vega nie przerywała gry, ale kątem oka przyglądała się zwierzęciu.
- Uciekaj stąd, uciekaj puki jeszcze możesz - powiedziała cicho Vega, ale było za późno. Zza krzaków padł strzał. Zajączek padł.Vega wstała schowała flet i krzyknęła
- Hej! Kim ty jesteś żeby zabierać komuś tak niewinnemu jak to zwierze życie?!
- No tak, prawie bym zapomniała! - odwróciła się, wyjęła klucz i przekręciła go w zamku
-okey - powiedziała - teraz mogę wyruszać.
Szła powoli przedzierając się przez zaspy śniegu. W tych stronach śnieg był rzeczą codzienną, a raczej powinno się powiedzieć że nie było dnia, którego ten zimny biały puch by nie sypał się z nieba.
Vega spacerowała powoli po ciemnym iglastym lesie. Nigdzie nie było żywej duszy, ale nie dziwo - o godzinie piątej nad ranem ciężko było o spotkanie jakiegoś człowieka. Dlatego też dziewczyna zawsze tak wcześnie wychodziła z domu gdy chciała się przejść - nie lubiła obecności ludzi, za to kochała zwierzęta. W tej chwili na Vega weszła na jasną szeroką polanę, którą często odwiedzała podczas wycieczek do lasu. Usiadła ze spokojem na szarym kamieniu, wyjęła flet i zaczęła grać cichą melodię. Po paru minutach na polanę przyszedł mały, biały zajączek, staną słupka i zaczął ostrożnie wietrzyć zapachy. Vega nie przerywała gry, ale kątem oka przyglądała się zwierzęciu.
- Uciekaj stąd, uciekaj puki jeszcze możesz - powiedziała cicho Vega, ale było za późno. Zza krzaków padł strzał. Zajączek padł.Vega wstała schowała flet i krzyknęła
- Hej! Kim ty jesteś żeby zabierać komuś tak niewinnemu jak to zwierze życie?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz