niedziela, 24 listopada 2013

"Przeznaczenie" część || [Holy]

"Nie jesteś tym za kogo się podajesz!" - te słowa słyszał codziennie... codziennie słyszał ten głos w swojej głowie... wiedział, że to prawda, że na prawdę nie jest tym, za kogo się podaje... ale... nie przypuszczał, że ona też... ta czarnowłosa dziewczyna... ta inna...


***
Przywlókł się pół śpiąc za swoją siostrą. Zbiegli do szatni. Tak, czekała na nich niebieskowłosa dziewczyna, Candy. Była ich przyjaciółką. Powitała ich radosnym, szerokim, szczerym uśmiechem. Kasabian z początku nie zauważył dziewczyny. Dopiero gdy prawie na całe gardło krzyknęła mu do ucha "Cześć!" zauważył ją. 
- GŁOŚNIEJ SIĘ NIE DAŁO?! - odpowiedział równie głośnym krzykiem. Poszli razem na piętro, na którym miały odbyć się lekcje. Alice zauważyła czarnowłosą, posępną dziewczynę siedzącą w cieniu ze wzrokiem wbitym w głąb korytarza. Z uśmiechem podeszła do niej.
- Cześć. Jesteś tu nowa? - zapytała z szerokim uśmiechem. Dziewczyna rzuciła jej pogardliwe spojrzenie. Nie odpowiedziała nic. Alice skrzywiła się lekko.
- Jesteś nowa? - zapytała już lekko zdenerwowana. Dziewczyna nadal nie odpowiadała.
- Mówię do Ciebie! - krzyknęła zdenerwowana.
- Słyszę. - odpowiedziała spokojnie.
- Jeśli wcześniej mnie tu nie widziałaś, to jak myślisz? - dodała po chwili. Alice zmarszczyła brwi. Odeszła od nieznajomej uczennicy. Po kilku minutach zadzwonił dzwonek na lekcje.
- Dzięki Bogu! - zawołał Kasabian, bo miał już serdecznie dość wysłuchiwania siostry skarżącej się na nową uczennice. 
  - Jak zapewne zauważyliście, mamy nową koleżankę - zaczęła nauczycielka po wywołaniu nowej dziewczyny na środek klasy.
- Nazywa się Veraino Kuroku. Przyjechała z Japonii - dodała po chwili. Alice spojrzała gniewnie na Verai.
- Więc tak Ci na imię... - mruknęła pod nosem. Czarnowłosa Verai sprawiała wrażenie oschłej, nie miłej, złej, zamkniętej i ponurej. Taka też w rzeczywistości była. A przynajmniej z pozoru...
Lekcje dla Kasabiana i Alice minęły szybko. Wyczuwa coś dziwnego w tej aspołecznej "panience" jak zwykł ją nazywać czwarty z ich grona, Nergal.
- Czy tylko ja uważam, że ta nowa... jak jej tam... Verai... jest dziwna?  - zdobyła się jako pierwsza na odwagę zapytać Candy, po wyjściu ze szkoły.
- Dziwna czy nie, według mnie jest śliczna. - odpowiedział Nergal, z charakterystyczną dla siebie, znudzoną miną. Kasabian nie odzywał się. Po chwili zauważył Verai idącą ścieżką niewiele oddaloną od nich. Podszedł do niej.
- O.. Ohayo... emm... Verai? - zaczął jakby nie śmiało, niebędąca pewnym, czy dobrze wymawia wyraz. 
- Ohayo - odpowiedziała dziewczyna patrząc na Kazasbiana.
- Jestem Kasabian. Kiedy się tu przyprowadziłaś? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Nie dawno. - odpowiedziała krótko dziewczyna.
- Przypominasz mi tego... chłopaka z tych... dziwnych chinolskich bajeczek... jak mu tam... S... Sa... Sasuke! [wymawia razem z "u"] -doznał olśnienia Kasabian. Verai zadała mu bardzo mocny cios w ramie. 
- To nie "chinolskie bajeczki" tylko japońskie anime! A to nie "Sasuke" tylko "Saske"! - oburzyła się Verai. Kasabian przyłożył rękę do ramienia.
- Masz mocny cios... - powiedział lekko obolały. Chłopak odprowadził nowo poznaną dziewczynę, po czym sam udał się do domu.

4 komentarze:

  1. już chciałam napisać *pisz post o Verai!* Ale widzę że sama na to wpadłaś

    OdpowiedzUsuń
  2. Szarik... Z całego serca... Wiem że go lubisz i piszesz o nim opowiadanie ale.... ZABIERAJ GO ODEMNIE!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń