wtorek, 12 listopada 2013

"Okruch lodu" cz. 2 (Verrena)

wśród zimnego śniegu, owinięte w mokre szmaty, leżało małe, nowo narodzone dziecko. Dziecko nie do końca normalne, bo przecież czy normalne, ludzkie dzieci mają złote oczy obdarzone pionowymi źrenicami? Czy ludzkie dzieci mają czarny, puchowy koci ogonek i kocie uszka? Czy przeciętne dzieci mają zwierzęce, czułe wąsiki?
 Dziecko marzło. Po pucołowatych policzkach spływały gorzkie łzy. Noworodek wył, wizgał z zimna i strachu. W miarę upływającego czasu, ruchy dziwnego dziecka straciły na energii, krzyk stawał się coraz cichszy, aż w końcu ustał. Malutka istotka, widać pogodziła się z losem, zwinęła się i czekała na śmierć - na straszną śmierć - powolną, okrutną i bezlitosną - najgorszą ze wszystkich możliwych.

                                                          ***
Vega uśmiechnęła się z przekąsem po czym krzyknęła:
- Hej! Wiedz, że wiem gdzie się urywasz! Wyłaź! - Krzaki zaszeleściły i zza rozłożystego, ciemno-zielonego cisu wyszła wysoka dziewczyna. Wyglądała dziko - głowę okalała burza potarganych, rudych włosów. Na bladych policzkach, pod wielkimi drapieżnymi oczyma wymalowane miała, po dwie z każdej strony, czarne linie. Przywdziana była w płaszcz z niedźwiedziego futra, talię opinał jej pas z jeleniej skóry, który obciążał, wiszący na boku dziewczyny ostry kordzik. Szyję obcej zdobił naszyjnik z kłem, nieokreślonego zwierzęcia, zaś na dłoniach nosiła, długie do łokcia, rękawiczki z tygrysiego futra.
- Och, nigdy cię tu nie widziałam... Kim jesteś?! Nieznajomym nie wolno szwędać się po tym lesie! - Obca szybko ogarnęła Vegę pogardliwym wzrokiem, ale ta nic sobie z tego nie zrobiła, z zimną krwią odpowiedziała:
- Mam na imię Vega, a co do tego co tu wolno, a czego nie, to wydaje mi się że jednak zabronione jest kłusownictwo, czy nie mam racji? - Nieznajoma zaklęła i sięgnęła powoli do kieszeni niedźwiedziego płaszcza. Wyjęła z niego kawałek papieru, rozwinęła go i pokazała Vedze jego zawartość po czym powiedziała:
- To jest zgoda. Moja rodzina dostała ją od rady miasta. Te tereny należą do rodziny Shuryo, która wie o tym lesie wszystko. Wiemy, których gatunków jest aż za dużo, a które należy chronić. Jestem Vari - po tej przemowie dziewczyna wyciągnęła w stronę Vegi, a ona po chwili namysłu uścisnęła ją. Dalsze trzy i pół godziny dziewczyny spędziły na przechadzaniu się po lesie rodziny Shuryo. Na początku Vega odnosiła się do obcej z dystansem, ale po dłuższej wymianie zdań, Vega przekonała się do Vari. Po południu zaprosiła ją do swojej leśniczówki, na obiad, ale tamta odmówiła. Dziewczyny pożegnały się i każda poszła w swoją stronę.
 Gdy Vega weszła do domku, pierwsze co rzuciło się jej w oczy to koperta, leżąca na dywaniku przy drzwiach. Vega pobiegła do kuchni po nóż i otworzyła ją szybkim ruchem. Treść listu głosiła: 
"Droga Veg.
Nie chcę abyś wyciągnęła wniosek z tego listu że ci grożę, czy cię szantażuję ale chciałbym ci przekazać że jeżeli chodzi o pilnowanie swojego "sekreciku" to nie jesteś najlepsza. Wiem również o przedmiocie, którego jesteś posiadaczką. Proszę cię, przynieś mi Ten Przedmiot na polanę, którą tak często odwiedzasz za 3 dni. W przypadku, w którym nie przyniesiesz mi go, będę zmuszony przekazać twym drogim znajomym - Varii oraz Idatemu, o twej "uszowo-ogoniastej" sprawie. W najgorszym przypadku dowie się o tym całe miasteczko, a potem cały kraj.
Ufam że nie popełnisz błędu w wyborze
Tajemnicza osoba"

4 komentarze:

  1. Podoba mi się. Po wprowadzeniu brakujących przecinków - wyrażę nawet zachwyt!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak pomysłu... nad tym postem męczyłam się już 4 dzień, ale jako że teraz nie miałam co robić to napisałam. Kompletna improwizacja

      Usuń
    2. Życzę zatem samych takich improwizacji :)

      Usuń
  2. Huehuehue, Ver ma fanów! XD
    Ja nie mam, nie dziwie się, dłuuugo nie dodawałam kolejnych części a w dodatku moje jest nuudne...

    OdpowiedzUsuń